294. Pierwsza książka

294. Pierwsza książka

Żyjemy w mainstreamie, także literackim. Ileż Masłowskich przepadło bez wieści, ileż piszących pod prąd, niestandardowo, nie może przebić się do znanych wydawnictw ze swoim debiutem. Dobrze, że jest Masłowska, ale czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić mainstream złożony z samych Masłowskich, to już inna kwestia.

Załóżmy jednak, że rocznie powstaje w Polsce sto ambitnych książek, przy czym ta ambicja przybiera bardzo zróżnicowane formy. Na dodatek spośród tych stu autorów i autorek tylko kilkanaście ma ugruntowane nazwisko, wydawcy nie ryzykują więc zbyt wiele. Co w takim razie dzieje się z całą resztą? Niekoniecznie są to arcydzieła, zresztą w mainstreamie też ich nie ma wiele, a niektórzy twierdzą, że w ogóle ich nie ma. Cóż, najczęściej zostają na wieki zamknięte w szufladzie z etykietą: „zbyt dobre, żeby publikować”, albo „może kiedyś, a może nigdy”.

Czy każda napisana książka powinna zostać wydana? Zdecydowanie nie, ale w idealnym świecie miałaby szansę na wstępną weryfikację, na choćby pobieżną redakcję, albo na krótką recenzję wewnętrzną. Idealny świat, jak wiemy, nie istnieje, zatem świetne książki mogą nawet nie wyjść poza rodzinny krąg, a średnie czy słabe zawojować rynek wydawniczy. Nie ma jednej reguły w tym tak zachowawczym świecie, nie ma też zbyt wiele przestrzeni na literackie szaleństwa.

Jaką radę dałbym więc początkującemu pisarzowi – czyli samemu sobie – który chciałby pewnego dnia opublikować pierwszy tom prozy? Pisać, dużo pisać, bo jeśli nie pierwsza książka, to może druga, trzecia, czwarta znajdzie swoje miejsce na księgarskiej półce?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *