Zastanawia mnie, wręcz pasjonuje, kwestia taka: czy można o innej, wybitnej załóżmy, książce, napisać tekst równie wybitny, ba, wręcz przewyższający pierwotny tekst pod każdym względem. Z pewnością tak, odruchowy przyznamy, i nawet przypomnimy sobie, że takie teksty gdzieś nam wybrzmiewają w prywatnej pamięci czytelniczej.
Pytanie moje zahacza jednakże o domenę filozofii, istotę pisarstwa i źródła ustanawiania tradycji: czy z takich wielkich tekstów, eseistycznych w domyśle, pisywanych w odniesieniu do normalnej beletrystyki mógłby, lub powinien był, wykiełkować nowy gatunek literacki, potężniejszy niż jakikolwiek inny nam znany obecnie? Nie klasyczny tekst krytycznoliteracki, jaki łatwo popełnić każdemu recenzentowi z odpowiednim warsztatem i doświadczeniem, tylko takie dzieło, które, zagarnąwszy to, co najbardziej smakowite i esencjonalne z pierwotnego utworu, byłoby jego uzupełnieniem, rozpisaniem na wielogłos, eksplikacją, przekroczeniem kolejnych granic.
Autor takiego dzieła mieszałby gatunki, szukał nowych form wyrazu, zatracał się w opisywanym tomie, aby odnaleźć we własnej twórczości to, czego nigdy się po sobie nie spodziewał. Po ukończeniu swego tekstu, mógłby obwieścić światu, że oto właśnie dołączył do grona tych, którzy wyznaczają nowe kierunki w kompilowaniu słów potrzebnych tylko garstce uzależnionych od solidnej dawki paru dobrych zdań dziennie.

Dodaj komentarz