Najlepiej pisze się pod osłoną nocy. W ciszy, w odosobnieniu, z dala od zgiełku wszelkiego. Nawet oczu nie trzeba zamykać, a świat kreowany przez słowa sen zaczyna przypominać. Można zacząć późnym wieczorem i skończyć wczesnym rankiem, gdy ciemna noc zapada się pod ciężarem oczekiwań, niespełnionych oczekiwań. Pisanie bowiem jest zawsze transowe; zawsze płynie się na fali, która niesie nie wiadomo dokąd. Najlepiej pisze się pod osłoną nocy, napisałem, ale skoro już świta, a moje pisanie zdaje się nie mieć końca, zaczynam żonglować dniem i nocą, i co kilkanaście godzin zamieniam je miejscami. Mimo że to tylko zamiana idei, u mnie się sprawdza, dzięki temu bywa, że piszę bez przerwy przez kilka dni, nie widząc ani kawałka dnia; jedynie jego odblaski na ekranie z czarnym tłem, targanym bielą wyrazów wyrazistych, choć wieloznacznych.

Dodaj komentarz