Z tekstem można pracować na wiele sposobów. Ja na przykład niekiedy z nim walczę. Nie żebym walczył na co dzień z wiatrakami, ale od czas do czasu, czemu nie? Najgorzej, gdy umysł zaprzątnięty mam czym innym, nieistotne, ważnym czy nie, a jednocześnie staram się czytać książkę. Patrzę na tekst, czytam go z pełną świadomością, jednak niczego nie pojmuję. Odwracam wzrok, łapię głębszy oddech i znów próbuję. Nic z tego. Rozpoznaję litery, układam je w znajomo brzmiące wyrazy, ale żadnego ładu ani składu w nich nie odnajduję. Ukryte znaczenia, które przy normalnym skupieniu odczytałbym w mgnieniu oka, majaczą mgliście, na granicy bezznaczenia. Niekiedy w takiej sytuacji rezygnuję, oddając się we władanie myślom pospolitym, przyziemnym, potężniejszym niż obietnica tekstu: myślom, od których przecież zależy dalszy los, i mój, i czytanej książki.

Dodaj komentarz