Zważywszy na koleje losu, czasy niesprzyjające długowieczności (XVI wiek) i ówczesne wojny religijne, Michel de Montaigne nie powinien był napisać sławnych po dziś dzień “Prób”. Taki wniosek wysnuła Wisława Szymborska, która uświetniła swoją obecnością tomik zatytułowany “Mistrzowie felietonu” (1999), zresztą jako jedyna kobieta w gronie owych felietonistów, choćby Antoniego Słonimskiego, Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Bolesława Prusa czy Sławomira Mrożka. Konstatacja ta, w nieco innej wersji, ale opisująca to samo zjawisko, znana jest w psychologii jako błąd przeżywalności, z angielskiego “survivorship bias”. Zachwycamy się tym, co widać, co przetrwało, z naszego pola widzenia znikają zaś wszyscy przegrani, których rzecz jasna było wiele więcej. Gdyby przeanalizować życiorys każdego wielkiego pisarza czy wielkiej pisarki, z łatwością znaleźlibyśmy sytuacje, gdy ledwo uszli z życiem, a powstanie ich przyszłych dzieł było zatrważająco mało prawdopodobne. I odwrotnie, gdyby przeanalizować tysiące życiorysów tych, którzy mieli zadatki na znakomitych autorów, okazałoby się, że niewiele brakowało, by dokończyli swoje dzieła, by znalazł się wydawca, by ich rękopis nie uległ zniszczeniu. Wniosek więc będzie następujący: dzieła literatury światowej to nie dzieła najlepsze, najwybitniejsze, jakie kiedykolwiek powstały; to dzieła najlepsze i najwybitniejsze spośród tych, które zostały ukończone i wydane, a także w ogóle uchowały się, przetrwały dziejowe zawieruchy.

Dodaj komentarz