Czytam, mając świadomość, że kiedyś wszystko zapomnę. W zasadzie po przeczytaniu jednej strony też zapominam, niemal wszystko. Nie potrafiłbym dokładnie odtworzyć przeczytanej treści. Jedynie pojedyncze zdania, i tak mocno już zniekształcone. Jedynie pojedyncze słowa.
Ta książka, podobnie jak wszystkie inne, powstała z pragnienia, aby umożliwić czemuś przetrwanie, przywołać przeszłość do teraźniejszości, przypomnieć rzeczy zapomniane, dopuścić do głosu to, co zamilkło, i opłakać straty.
W esejach Judith Schalansky przeglądam się jak w rzędzie luster zwielokrotniających moje motywacje. Sięgam – nareszcie – do dawno nieczytanych książek, artykułów i notatek, by odnaleźć tam zapomniane fragmenty, utracone możliwości. Fragmenty, z których mozolnie tkałem jednostkowy, unikalny świat idei, antycypacji i przesądów. Teraz sięgam po nie z ekstazą równą pierwszemu czytaniu. Teraz jestem tymi tekstami. Stałem się inną wersją siebie, którą mogą odczytać na nowo, co cieszy mnie tym bardziej, że poprzednia nadal wydaje się obca i poniekąd niezrozumiała.
Źródło cytatu: Spis paru strat, Judith Schalansky, Halart, 2022, str. 27
Wydanie oryginalne – 2018. Tłumaczenie – Kamil Idzikowski

Dodaj komentarz