Jako ludzkość każdego dnia jesteśmy na końcu historii. Zaświadczają o tym tysiące książek, których autorzy starają się nam przedstawić kompletny zarys historyczny wybranej dziedziny. Mam na myśli wszystkie te tytuły rozpoczynające się od słowa “Historia “, a więc “Historia czasu “, “Historia świadomości “, “Historia czytania “, “Historia Francji “, “Historia fotografii“, “Historia średniowiecza“, “Historia astronomii “, “Historia kawy “; wyliczać można w zasadzie bez końca. Jest to pewnego rodzaju fenomen wydawniczy, a zarazem obietnica wyjaśnienia spraw, które nie uważaliśmy dotychczas za istotne, ale skoro znany wydawca akurat wydał kolejną pozycję w tytule z Historią, to właściwie czemu jej nie przeczytać. Dlaczego nas, czytelników, takie tytuły tak bardzo angażują? Zapewne chodzi o poznanie kolejnych warstw tak bardzo złożonej rzeczywistości, a tego typu książki nie dość, że składają taką obietnicę, to jeszcze zazwyczaj jej dotrzymują. Właśnie czytam “Historię nudy “ i nie skłamię mówiąc, że to jedna z bardziej zajmujących książek, jakie ostatnimi czasy trafiły w moje ręce.
.
.
.
Mowa o książce: Historia nudy, Peter Toohey, Bellona, 2012, przekład Katarzyna Ciarcińska

Dodaj komentarz