Z początku jest tylko świat, gdy rodzi się człowiek, ale już po chwili zaczyna mu czegoś brakować, języka, więc nowonarodzony mimowolnie zaczyna wyposażać się w pierwsze słowa, by z tym światem zacząć się porozumiewać, a potem przychodzi pokusa, by zacząć go zgłębiać, a może nawet rozumieć; lecz aby to osiągnąć, potrzeba coraz większej liczby słów, jeśli nie ilości, coraz bardziej precyzyjnych, wymownych, erudycyjnych, filozoficznych, a najlepiej ontologicznych bądź metafizycznych; i gdy już się wydaje, że mamy odpowiedni zasób słownictwa, by ten nasz świat wreszcie pojąć, okazuje się, że mamy tylko słowa, a to za mało; zostaje nam tylko język, który zaczynamy badać, jakby to była osobna rzeczywistość, osobliwość, oddalając się zarazem od tej właściwej rzeczywistości, którą mieliśmy opisać słowami, zostaje nam tylko język, z którego rodzą się kolejne światy, światy powieściowe, fikcyjne, światy, dzięki którym czytelnik uświadamia sobie, że mu czegoś brakuje, i nie jest to język, nie są to słowa.

Dodaj komentarz