Zgromadziłem w pamięci podręcznej, i tej głębszej, intuicyjnej, dziesiątki tysięcy słów, w różnych kontekstach, w idiosynkrazjach, w dialektach i w prywatnej nowomowie, i na nic mi one, jeśli nie użyję ich ponownie, a nie ma lepszego sposobu na ich odrodzenie niż ich upłynnienie w formie prozy. Co napisane, to zapamiętane, z autorem włącznie. Nie tylko, bo to, co napisane, to także nowy byt semantyczny, powołany do życia o niewiadomej proweniencji. Żyje to sobie dzięki słowom, ale tylko w obecności czytelnika, względnie autora, ale nigdy samodzielnie; zawsze potrzeba wzajemności.

Dodaj komentarz