Dwa dni temu pisałem o milczeniu w prozie Herty Müller. Dziś otwieram jedną z jej książek, jedną z tych jeszcze nie przeczytanych, i już na drugiej stronie odnajduję cały paragraf o rzeczonym milczeniu. Aż żal byłoby nie zacytować:
„Najcięższe prace, jak noszenie worków, kopanie ziemi, rąbanie drewna, koszenie, stanowiły szkołę milczenia. Kosztowały tyle wysiłku, że ciało nie mogło trwonić sił na mówienie. Dwadzieścioro, trzydzieścioro ludzi potrafiło milczeć godzinami. Na ich widok myślałam sobie czasem, że obserwuję właśnie, jak to jest, kiedy ludzie oduczają się mówić. Zanim skończą swoją harówkę, zapomną wszystkie słowa.„
Milczenie można odmieniać przez wszystkie przypadki, a jednym z nich jest czytelnik, co w milczeniu przeżywa słowa, bo, parafrazując, czytanie kosztuje zbyt wiele wysiłku, żeby dusza miała jeszcze siły na niespowinowacone z czytaniem czynności; czytanie sprawia, że musimy zaniemówić na nieraz długie godziny, by czytany tekst miał okazję wniknąć w każdy szelest naszego trwania i w każdy oddech naszego oczekiwania, bo to właśnie trwanie i oczekiwanie, pod jedną postacią, umożliwiają cichy namysł nad uciekającymi nam sprzed oczu słowami.
Źródło cytatu: Król kłania się i zabija, Herta Müller, Czarne, 2009, przekład Katarzyna Leszczyńska, s. 6

Dodaj komentarz