Coraz częściej zdarza mi się odkrywać autorów i autorki, o których nigdy nie słyszałem, a których teksty, które trafiły przypadkiem w okolice mojej literackiej percepcji, robią wrażenie, pachną wielką literaturę, i stanowią dowód na to, że nasze lektury są przypadkowe, czytamy to, co nam polecono, albo co wydawało nam się warte lektury, z jakiegokolwiek powodu; lecz zapytajmy się samych siebie, jak często zdarza nam się szukać dobrej książki do upadłego, jak często przeszukujemy antykwariaty w poszukiwaniu pozycji zaskakującej, tajemniczej, niebywałej, jak często to my inicjujemy poszukiwania.
Niedawno odkryłem chyba z dwudziestu zgoła anonimowych dla mnie pisarzy, którzy napisali zapomniane już książki, ale pocieszające jest to, że te książki nadal można odnaleźć, schowane wśród innych, przygniecione ciężarem czasu.
Mam na nich sposób: szukając takich tekstów, najczęściej kieruję się tytułem, w drugiej kolejności okładką, w trzeciej spisem treści, a jeśli jest to antykwariat stacjonarny, przeglądam też pobieżnie książkę, i gdy poczuję ten nagły przebłysk intuicji, podejmuję decyzję o zakupie; dopiero później, w trakcie lektury uzmysławiam sobie, że nawet nie wiem, kto jest autorem, i dopiero wtedy zaczynam zapoznawać się z jego lub jej życiorysem i dorobkiem, i tym sposobem odkrywam kolejne książki jego lub jej autorstwa, i zdaję sobie wówczas sprawę, że wkroczyłem na ścieżkę, z której nie ma odwrotu, ścieżkę, na której będę nieustannie spotykał kolejnych anonimowych pisarzy.

Dodaj komentarz