475. Marzenie

475. Marzenie

Zamiast pisać prozę z prawdziwego zdarzenia, schodzę z pisaniem, tak mi się wydaje, poziom niżej, i docieram do nieznanych mi pokładów, semantycznych warstw, pod którymi zalegają wielowiekowe znaczenia, a niekiedy jakbym schodził jeszcze głębiej, tam, gdzie pióra wieczne się łamią, gdzie nie ma już miejsca na zwyczajne wyrazy, gdzie samo złoto i inne szlachetne zasoby, ale nie istnieje żaden sposób, by je stamtąd wydobyć, zostaje tylko marzenie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *