W przerwach od pisania i czytania oglądam filmy albo chodzę do teatru: ten sam głód opowieści, ten sam niezaspokojony głód, nic na to nie poradzę, obezwładniające uczucie, bezustannie karmić się cudzym życiem i nigdy nie mieć dość; to dlatego, gdy już osiągam narracyjne apogeum, gdy ogarnia mnie poczucie nicości, uczucie beznaczeniowości, rzucam wszystko w kąt i zaczynam pisać własną opowieść, a gdy ją kończę, znów pojawia się ten sam głód, i znowu chłonę nowe opowieści, to nigdy się nie kończy, opowieści nigdy się nie kończą, a ich zakończenia to tylko złudzenie: one nie mają zakończenia, nie mogą mieć, bo gdyby miały, nic by do siebie nie pasowało, i nie byłoby już miejsca na nowe historie.

Dodaj komentarz