O książkach bardziej myślę niż je czytam, co nie znaczy, że ich nie czytam, tylko czytam zbyt rzadko w całości, bo to mamy na myśli, gdy mówimy o czytaniu: czytanie jako konsumowanie całości zdaje się być czytaniem właściwym, czytanie fragmentów jawi się jako czytanie niedoskonałe, obarczone błędem niewiedzy co do tego, co pominięte, niedoczytane.
Upieram się jednak przy czytaniu wyrywkowym, nigdy nie wiadomo, czy w tych przypadkowych tekstach nie kryje się klucz do zrozumienia całych książek, które przyjdzie nam zapewne jeszcze przeczytać, lub już przyszło, tylko odeszło w niepamięć.
Czytanie akcydentalne ma jeszcze jedną zaletę: unikamy puenty lub kiepskich zakończeń zbyt długich książek, jednym słowem, unikamy rozczarowania, bo im większe objętościowo dzieło literackie, tym bardziej wygórowane oczekiwania – moje są skromne, więc czytam oszczędnie, a dzięki temu zostaje jeszcze więcej czasu na myślenie o książkach.

Dodaj komentarz