Czytanie jako akt myślenia, jako zastanawianie się, jako wyobrażanie, jest synonimem bierności i pasywności. Nic z niego nie wynika, mówią niektórzy, nic nam nie daje poza ulotnymi wrażeniami. Chyba że to, co przeczytaliśmy, zainspiruje nas do działania, do zmiany, do aktywności. Wtedy dopiero można powiedzieć, że czytanie w naszym przypadku miało sens. To także pewnego rodzaju wyjaśnienie, czemu wielu autorów twierdzi, że bez czytania nie ma pisania, że najpierw muszą przeczytać tony tomów, by rozpędzić swoją wyobraźnię do nadświetlnych prędkości.
W nawiązaniu do książki: “Myślenie”, Hannah Arendt, Czytelnik, 1991

Dodaj komentarz