54. Zapomniane słowa

54. Zapomniane słowa

Język ma to do siebie, że z czasem słową się gubią, zatracają pierwotny sens, albo odchodzą w zasłużoną niepamięć. Wtedy do akcji wkraczają językoznawcy i inni strażnicy słowa. Ich zadaniem jest wychwycić to, co odchodzi z powszechnego użycia, i zachować to tracone stopniowo dziedzictwo kulturowe dla następnych pokoleń. Temu właśnie służą takie publikacje jak “Zapomniane słowa”. Każdy rozdział to elegia poświęcona jednemu słowu, które znaleźć już można tylko w literaturze. O takich wyrażeniach jak czuczeło, dezabil, buzdygan, hecny, poniewczasie, turnus, poniewierka czy ordynus piszą tak znamienici autorzy jak Zbigniew Mentzel, Michał Ogórek, Filip Springer, Joanna Bator, Ewa Kuryluk, Michał Głowiński i wielu, wielu innych.  Spośród tych archaicznych częściowo wyrażeń, szczególną sympatią darzę słowo “gwiazdopatrznia”, przywołane przez Joannę Bator. Współczesny odpowiednik – obserwatorium astronomiczne – utraciło ten sznyt, to piękno polszczyzny. A Bator, w swoim stylu, tylko dopowiada, że “mimo że niebo gwiaździste jest osobne, dalekie i samotne, patrząc na nie, doświadczamy wzniosłości. To ona, gwiazdopatrznia, łączy nas – ziemskich i skazanych na siebie – z gwiazdami”.

Źródło cytatu: Zapomniane słowa, red. Magdalena Budzińska, Czarne, 2014, rozdział: Gwiazdopatrznia, Joanna Bator, str. 61

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *