Należę do tej grupy czytelników, którzy nie samą czytaną książką żyją. Chcę wiedzieć więcej zarówno o autorze, jak i okolicznościach powstania danej książki. Im więcej didaskaliów, odsyłaczy, marginaliów i egzegez, tym lepiej, choć niekiedy ta nadmiarowa, często zupełnie zbędna wiedza, wprowadza niepotrzebny zamęt i chaos.
Kolejny raz doświadczyłem tego uczucia podczas niedawnej lektury “Anomalii” Hevre Le Telliera. Fascynujący koncept, przeciętne jak dla mnie wykonanie (zbyt wiele przewidywalnych schematów w książce, która z założenia miała zaskakiwać i wprawiać w zdumienie), lecz zarazem kopalnia nowych tropów i wątków. Co mnie zafascynowało poza sama lekturą?
To, że Le Tellier należy do OuLiPo, grupy pisarzy lubujących się w eksperymentach literackich (do tej założonej w 1960 roku przez Raymonda Queneau i François Le Lionnais grupy należeli między innymi Georges Perec, Marcel Bénabou, a gościem honorowym był m.in. Italo Calvino).
To, że Le Tellier napisał wcześniej “sfingowane tłumaczenie Płynnych Opowieści Jaime Montestreli, portugalskiego autora, którego istnienie, dzieło i biografię wymyślił” (opis wydawcy).
To, że posłowie napisał Marek Bieńczyk i pięknie bronił przegranej sprawy.
To, że książka otrzymała (mimo wszystko) Nagrodę Goncourtów w 2020 roku.
To, że polski wydawca, Filtry, ogłosił właśnie, że sprzedało się już 40 tysięcy egzemplarzy tej książki, co jak na polski rynek czytelniczy jest nie lada osiągnięciem.
To, że ukazała się niedawno poprzednia książka Le Telliera, “Wszystkie szczęśliwe rodziny”, którą właśnie zacząłem czytać i jak na razie wydaje się lepszą pozycją niż “Anomalia”.
Jednym słowem, “Anomalia” to przeciętna książka z nad wyrazem interesującym motywem przewodnim. Jednakże dla mnie jej główna wartość tkwi w całej otoczce, w tym, dokąd mnie zaprowadziła i co dzięki niej już odkryłem, i co będę jeszcze odkrywał w kolejnych miesiącach.

Dodaj komentarz