Można mnie przyrównać do rysownika, który, idąc przez miasto, co chwila zatrzymuje się w zachwycie, sięga po szkicownik, i kilkoma pociągnięciami ołówka stara się uchwycić ten jeden moment, to jedno ujęcie rzeczywistości, które ukazało mu się w całej okazałości, i tak trwa, a on stara się to trwanie utrwalić na wieki, mimo że rysunek tyle nie przetrwa, ale on nie musi tego wiedzieć, on tylko rysuje, a ja opowiadam jego historię.

Dodaj komentarz