Książka jako wyraz naszych upodobań estetycznych? Często tak bywa. Mam znajomego, który nie kupi książki używanej, ze śladami mniej lub bardziej szalonej lektury. Nie ma mowy o zagięciach, podkreśleniach czy adnotacjach. Książka musi być nowa, i to do granic nowości: lekko zagięta kartka lub minimalnie porysowana okładka oznaczają zwrot bez podania przyczyny. U mnie jest dokładnie na odwrót: im starsza, im bardziej naznaczona uprzednimi lekturami, tym lepiej. W internetowych antykwariatach świadomie wybieram wręcz tytuły z adnotacją: wyraźne ślady użytkowania, licząc na zaskakujące dopiski, które okazują się niekiedy ciekawsze od treści zakupionej książki.
Odżegnywanie się od książek używanych ma jedną wadę: odcinamy się od tych wszystkich tytułów, które od dawna nie były wznawiane, i prawdopodobnie już nie będą. Pozostają nam tylko nowości i wznowienia, względnie nowe tłumaczenia klasyków. Przepada wówczas całe dziedzictwo ludzkości, które z różnych względów jest niedostępne w przeciętnej księgarni.
Pytanie, co się stanie z naszym dziedzictwem kulturowym, gdy ludzie przyszłości, postludzie, czytać książek nie będą, do muzeów chodzić nie będą, do teatrów i kin też nie?

Dodaj komentarz