Pisanie to akt sprzeciwu wobec rzeczywistości. Z punktu widzenia osoby piszącej, namysł nad jakimś detalem, jakimś odpryskiem codzienności, prowadzi do głębszej refleksji, która aż się prosi o jej spisanie. Ten raport z peregrynacji po innych wymiarach istnienia budowany jest mozolnie słowo po słowie, i jeśli piszący uzna, że spełnia on jego wyśrubowane oczekiwania, jest gotów podzielić się swoim dziełem z potencjalnym czytelnikiem. Gdzież jest więc ów sprzeciw? Otóż pisanie to niezgoda na to, co widać i czego nie widać, bunt przeciwko monotonii i gnuśności, oburzenie na utarte schematy, odejście od standaryzacji, poszukiwanie własnego, indywidualnego głosu, brak aprobaty wobec wszystkiego, co dotychczas ludzkość stworzyła. Pisanie w dzisiejszych czasach to akt szaleństwa: ten, kto spędza godziny w towarzystwie wymyślonych postaci, dopisuje im fikcyjne życiorysy, nigdy przecież nie znajdzie uznania wśród tych, którzy książek nie czytają, a tych ponoć jest zdecydowana większość.

Dodaj komentarz