Wydaje nam się, że nasze problemy są zawsze problemami człowieka współczesnego. Prawda okazuje się zgoła inna, nawet w kwestii literatury. Jeśli w jakimś czasopiśmie literackim przeczytamy, że “część współczesnej twórczości literackiej ma z założenia ulec zapomnieniu, żeby zrobić miejsce sensacjom następnego sezonu”, przyklaśniemy autorowi tego tekstu, doceniając jego ironię i trafne zdiagnozowanie pewnego problemu. Jeśli jednak zdamy sobie sprawę, że te słowa zostały napisane niemal sto lat temu, coś nas tknie i najdzie nas myśl: jak to, to wtedy krytycy widzieli w ówczesnej literaturze to samo, co my obecnie? Dodam jeszcze, że ów autor, David Daiches, posługuje się nieco staroświeckim rozróżnieniem na literaturę elity intelektualnej (high-brow literature) i literatury popularnej, które aż tak staroświeckie nie jest nawet dzisiaj, choć trzeba przyznać, że owo rozróżnienie już tak mocno nie wybrzmiewa. Dziś literatura wysoka kojarzy się ze zbyt zagmatwaną frazą czy strukturą, która dla czytelnika literatury popularnej jest nie do przejścia; z kolei literatura popularna cierpi na ubogi język i schematyczność fabularną, co dla wymagającego czytelnika okazuje się torturą. Niemniej jest coraz więcej książek, które łączą te dwa, pozornie niekompatybilne światy. I co wtedy, jak je sklasyfikować? Wróćmy ponownie do Daichesa, bowiem na nasze wątpliwości ma on dla nas odpowiedź przejrzystą i jakże pięknej urody:
“Literatury pięknej […] broni się najczęściej jako pewnego rodzaju wiedzy, której nie da się przekazać w żaden inny sposób”.
Źródła cytatów: Krytyk i jego światy, David Daiches, PIW, 1976

Dodaj komentarz