Pisanie, nawet jeśli jest tylko ewolucyjnym dodatkiem, wydaje się być rozwiązaniem największym dylematów egzystencjalnych: unicestwia za jednym razem idee czasu, śmierci i przynależności plemiennej, nagle okazuje się, że można się bez tych rekwizytów człowieczeństwa doskonale obywać, i jeszcze tworzyć z nich inscenizacje na potrzeby teatru jednego aktora, którym jesteśmy my sami, skuleni w samotni, chroniąc się co sił przed nieuniknionymi konsekwencjami raz podjętej decyzji o zostaniu pisarzem, co to tylko ideami żyje, a poza nimi jakby go mniej było, albo wcale.

Dodaj komentarz