566. Przedmowa

566. Przedmowa

Przedmowa bywa osobnym gatunkiem literackim, czego najlepszym świadectwem jest tekst, jakim wprowadza nas Stanisław Lem w światy wyobrażone Jerzego Żuławskiego, i jakim składa hołd nostalgii, pamięci i utraconemu bezpowrotnie dzieciństwu. Oddaję zatem głos mistrzowi:


Do ponownego odczytania zabierałem się z pewnym niepokojem. Niejedno już bóstwo powieściowe strąciłem z piedestału, który ufundowałem mu ongiś. W takich rozczarowaniach tyleż jest żalu do autora, do książki, z której się wyrosło, w której człowiek się już nie mieści, co do samego siebie. Mają posmak wstydu i zdrady. Prawda, że trafiają się książki-rekompensaty: dawniej głuche, martwe, zamknięte na wszystkie spusty, znajdują drogę do czytelnika dojrzałego, ukazują problemy i sceny, na które się było przedtem ślepym. A jednak najcenniejsze jest chyba spotkanie z książką, która – żywa w dzieciństwie – żyje do dziś, tak że odkrywa się w niej znane sceny, pomieszane ze znanymi, dawnymi wzruszeniami i ani jednych, ani drugich nie trzeba się wstydzić.


Źródło cytatu: Stanisław Lem, ze wstępu do książki: Na srebrnym globie, Jerzy Żuławski, WL, 1987 (warto wspomnieć, że pierwsze wydanie ukazało się w 1903 roku!).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *