Czytanie literatury pięknej to nieustająca pogoń za estetycznymi wrażeniami, za niedosiężnym pięknym, za niebotyczną frazą. Najczęściej szuka się ich na zewnątrz, a gdy misja kończy się niepowodzeniem, trzeba zacząć samemu pisać, bo może ten mityczny, językowy ogród rajski wzrasta w nas samych, tylko trzeba się do niego przedostać. Niektórym się udaje, napiszą kilka słów i przechodzą do wieczności, jak choćby Gombrowicz, który po zestawieniu tylko ośmiu niepozornych wyrazów: poniedziałek – ja, wtorek – ja, środa – ja, czwartek – ja, przeszedł do historii, ba, wszedł do niej jak cesarz, któremu kłaniać się należy, bo inaczej matura niezdana, kariera literacka niezaczęta, a życie przed nami niezrozumiałe, bez instrukcji obsługi, bez inwokacji.

Dodaj komentarz