Przeglądam nowy nabytek – “Literaturę na świecie” – z takim namaszczeniem, z taką radością, jak nie przymierzając miliarder, który właśnie stał się szczęśliwym posiadaczem zegarka za pół miliona dolarów, i podobnie jak on po chwili tracę zainteresowanie moją błyskotką i odkładam na bok, żeby wrócić do niej nie wiadomo kiedy, pewnie gdy znów przyjdzie mi ochota na eksplorowanie własnego ja, przecież eseje i inne formy literackie nadają się do tego idealnie, zwłaszcza te, których autorzy biorą na warsztat bogaczy, i między słowami tłumaczą, jak ujarzmić czas, którego żaden zegarek, nawet ten najdroższy, nigdy nie odmierzy z taką dokładnością jak poeta, albo prozaik, albo ktokolwiek inny, kto potrafi czerpać radość z prostego życia.

Dodaj komentarz