Sztuką jest napisać wybitną książką, który wymyka się wszelkim interpretacjom, a i sam autor nie bardzo wie, o czym jest jego własne dzieło, używam jako zamiennik za książkę, łapiąc się na tym, że dzieło znamionuje poniekąd wielkość, ale też mądrość i monumentalność.
Wybitność musi być eksperymentalna, mawiał kandydat na klasyka, ale też ma ograniczony termin spożycia: im dłużej dzieło dorasta do bycia wybitnym, tym mniej w nim eksperymentalności, bo ile lat można tkwić w awangardzie, na każdą przyjdzie czas i porwie ją główny nurt, co to miesza gatunki i z literatury tworzy jeden strumień świadomości.
Powyższa inwokacja mogłaby stanowić początek recenzji, albo pracy teoretyczno-literackiej, ale też credo artystyczne, manifest pisarski, albo pierwsze zdania książki, której nikt nigdy nie ukończy pisać, bo ja na pewno nie zamierzam, inne teksty zaprzątają moją uwagę, nie można przecież kończyć każdego zaczętego tekstu, tylko te z największym potencjałem na wybitność, chciałoby się rzec, ale wycofuję się z tego stwierdzenia, nie po to się przecież pisze literaturę, żeby miała być wybitna, to pojęcie na tyle abstrakcyjne, że wymyka się wszelkim interpretacjom.

Dodaj komentarz