567. Jeszcze jedna szansa

567. Jeszcze jedna szansa

Ileż nadziei pokładałem w tej książce: pamiętam, gdy ją kupowałem, gdy w euforii wczytywałem się w spis treści, gdy naprędce wertowałem przypadkowe strony, a dziś stoi niezgłębiona, wtłoczona w inne niespełnione nadzieje, i nie żywię do niej już żadnych uczuć poza obojętnością, i tą blednącą ciekawością, że może jednak jeszcze warto dać jej jeszcze jedną szansę, i dlatego staram się ją zapamiętać, by, gdy nadejdzie ku temu odpowiednia pora, sięgnąć po nią zamaszyście i po raz pierwszy od zakupu otworzyć ją tak, jak otwiera się wytęsknione książki, których nazbierało się już tyle, że nie wiadomo, w której zebrała się najtęższa tęsknota, i nie wiadomo, którą zostawić na sam koniec.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *