430. Bez słów

430. Bez słów

Zajmowanie się literaturą, w ten czy inny sposób, jako profesor literatury, jako krytyk, czy nawet jako zwykły czytelnik, jest aktem niezgody na świat bez słów, zarazem jest aktem wiary w sprawczą moc książek. 

Te dwa akty współgrają ze sobą, uzupełniają się, choć ten drugi wydaje się ważniejszy, donioślejszy, bo historia nie raz dowiodła, że słowo pisane może zmieniać rzeczywistość, i na lepsze, jak i na gorsze, ale może. Natomiast ludzka skłonność do stosowania języka wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe, sprawia, że to, co nienazwane, i w konsekwencji nieopisane, traci rację bytu, którego zresztą nigdy nie miało. 

Bez słów nie umiemy się odnaleźć w tym jakże złożonym świecie, choć zdarzają się sytuacje, gdy rozumiemy się bez słów, tak jak teraz, ty i ja, zajmujący się literaturą, zdani na siebie; to my musimy nieustannie tłumaczyć się przed innymi, dlaczego czytamy książki, co nam one dają, i dlaczego to w nich udaje nam się odnaleźć to, czego inni nie potrafią.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *