Przeglądam właśnie archiwalne egzemplarze “Magazynu literackiego” z 1999 roku, a więc sprzed dokładnie dwudziestu pięciu lat. Pierwsza refleksja: jak ulotne, efemeryczne jest życie pisarza czy pisarki. Kto pamięta dziś takie nazwiska jak Jacek Głębski, Bronisław Świderski, Maciej Krasicki, Adam Wiedemann czy Maria Bujańska? Ćwierć wieku temu zbierali świetne recenzje, dziś o nich nie słychać; czas na nieustanny festiwal nowości i debiutów. Zawsze mnie zastanawia, co sprawia, że pamiętamy o nielicznych – autorach, ich książkach, czasem skandalach im towarzyszących. Jakie warunki muszą zostać spełnione, by pamięć o danym twórcy trwała dłużej niż parę miesięcy czy lat? Tego nie wie nikt, można tylko domniemywać, że niektórzy piszę tak uniwersalnie – jak choćby Wiesław Myśliwski czy Andrzej Stasiuk – że ich twórczość ma szansę przetrwać niejedną modę literacką; niektórzy zaś tak mistrzowsko łączą literaturę z realnym światem – jak Hanna Krall czy Mariusz Szczygieł – że ich dzieła zawsze będą aktualne. W obu przypadkach: dobra literatura przetrwa, bo dotyka najgłębszych prawd o nas samych, o naszym człowieczeństwie. Z drugiej strony, nawet najlepsze książki nie przetrwają próby czasu, jeśli nowe pokolenia nie będą gustować w konkretnym stylu odchodzącego powoli w niepamięć autora. Taka sytuacja zaczyna dotykać nawet wielkich pisarzy, którzy stosunkowo niedawno brylowali na pierwszych stronach czasopism, i to nie tylko literackich, by wspomnieć choćby o Jerzym Pilchu, coraz bardziej zapominanym.

Dodaj komentarz