Nadchodzi wieczór, nadchodzi pora na pisanie właściwe, ale nie można zacząć nieprzygotowanym; najważniejsze to bowiem zmęczenie właściwe, nie tylko dniem codziennym, ale życiem w szczególności, wówczas, po spełnieniu tak trywialnego, ale i osobliwego warunku, można zasiąść do pisania: gdy oczy zamykają się już na dobre, gdy światło ledwo sączy się przez graniczne doznania, gdy definicja zmęczenia zostaje raz na zawsze ustalona, gdy będąc na granicy omdlenia, człowiek chwyta się słów w nadziei na ocalenie, albo choćby zrozumienie, bo bez zrozumienia i tak nie ma co liczyć na ocalenie.
Nadszedł ów wieczór, ale słowa jeszcze w poczekalni, jeszcze nie zostały wezwane przed oblicze, i tak na siebie czekamy, ja na nie, one na mnie, bez słów, jeszcze.

Dodaj komentarz