Przypadkowe odkrycie literackie. Czyli zgodnie z regułami czytelniczej gry. Nigdy nie wiesz, kiedy trafisz na wielką literaturę. Sandor Marai w piątym, ostatnim tomie dzienników pisze o życiu, które minęło bezpowrotnie. Nic już nie będzie takie samo, kiedy ma się osiemdziesiąt lat. Szczere do bólu zmagania ze starością czyta się znakomicie, mimo że użycie słowa znakomicie wydaje się mocno nie na miejscu. Starość w wersji Maraia jest smutna, tak po ludzku smutna, jednakowoż staje się punktem wyjścia do snucia niezliczonych dygresji na temat współczesnego świata. Może będzie jeszcze jedna książka – pisze Marai – coś wyrażającego wdzięczność za to, że żyłem w tym wieku, który ze wszystkimi koszmarami był jednak cudowny, bo nowoczesna astronomia ukazała coś ze struktury świata. Wykraczanie poza kondycję ludzką, przeszukiwanie galaktyk w poszukiwaniu jakichkolwiek form życia, wydaje się być jednym ze sposobów na radzenie sobie ze świadomością, że jesteśmy mało znaczącym w kosmicznej skali saganowskim punkcikiem. I ta nadzieja, że poprzez książkę, poprzez akt pisania, a potem czytania, można zbliżyć się choćby na milimetr do zrozumienia Wielkiej Pustki, której nieustannie nadajemy sens.
Źródło cytatu: Sandor Marai, Dziennik 1977-1989, tom V, str. 134

Dodaj komentarz