Są i takie dni, gdy chce się pisać – dobrze, mocno, długo – ale jakby słowa się wyczerpały, jakby nie było ich skąd brać. Tyle tematów należałoby rozwinąć, tyle słów uskrzydlić, tyle postaci dopowiedzieć, a tu nic, wyobraźnia nie domaga, inwencja twórcza szoruje po dnie kreatywności. Znikąd natchnienia, nawet słowniki, tezaurusy, encyklopedie i almanachy okazują się bezużyteczne. Wówczas, jak mawiali ci, co zapisali się jedynie w wielkiej literaturze – poza nią jakby ich w ogóle nie było – trzeba usiąść przed lustrem codzienności i czekać, aż lustro zmieni się w portret, a potem czekać, aż portret zmieni się w opowieść.

Dodaj komentarz