Im więcej piszę, tym bardziej skłaniam się lekturom, tyle jeszcze jest do przeczytania. Robię więc od pisania przerwy, oddając się czynności czytania cudzych tekstów. Ale im więcej czytam, tym częściej pojawia się u mnie poczucie straty, że tracę czas i nie piszę. Ten obłędny cykl wydaje się nie mieć końca, od pisania do czytania i od czytania do pisania. Pośrodku pozostaje mi czytanie tego, co napisałem, i jest to lektura trudna, ale znajoma, wymagająca, ale też odprężająca: oto ja, co słowa zapożyczam z innych dzieł, potrafię tak nimi obracać, że jak puzzle wskakują na właściwe im miejsce, tworząc z czasem obraz, który istniał już wcześniej w mojej głowie.

Dodaj komentarz